Flażoletowy

liściu, siądź pod mym gościem;
chyba nie da się prościej, jak w masażu tajskim.
wodzą mnie receptami jak ten jeden tego drugiego
w ogrodzie rajskim.

byłem już nawet gotów na te listki
i na flażoletowe miraże, po których i tak łażę,
jak po korytarzach sny o przepustkach, talerze i lekarze.
miłość tu otula, miłość tu tańczy,
miłość tu kąpie mnie jak woda na Saharze.

chyba nie byłem tu gotów na paradygmat, jak zawsze;
chyba epikryza nie była gotowa na mnie, jak widzowie na porno w teatrze.
proszę, weź te tabletki i zobaczymy jak będzie,
to jak lot nad kukułczym gniazdem, tylko, że w Disneylandzie.

potem spotkaliśmy się w damsko-męskim WC,
w jakiejś dziwnej luce, pomiędzy ja wiem i ty wiesz.
ja pisałem ten dziwny wiersz, ty stałaś na dziobie sceny,
jak Johnny Cash.

pielęgniarka weszła, kiedy pisałem adaptację sztuki,
uznałem ja za niezłą sztukę, ale nie chciałem się zaadaptować.
w jej biuście też były luki, jak w tej opowieści o Wikusie Van De Merwe.
w głębokiej nocy świecił tylko jej kitel i troska.
wiesz, nikt nie chciał tu zostać jak te istoty z „Dystryktu 9”.

prognozy były dziwne jak zwiastun „Osady”.
z gabinetów sypały się recepty i rady;
trochę za długie, jak ujęcia w „Drive”…
był dziwny hype na suchy chleb i mokrą herbatę.
dziwne, że noc tu działała jak dwa litry Mate.

szukałem Cię zatem w każdym wierszu i na obchodzie.
białe wirujące postaci, jak w tańcu na lodzie.
„Historia Lisey”, jak marzenia o lodzie.
Dziwne rozmowy, by nie zostać na lodzie.
Też mam pidżamę w paski, taka jest teraz w modzie.

byłem już gotów na ruch kamery Aronofsky’ego.
mocno wrażliwy na wątek z Jennifer Connelly.
tu miałby się skończyć lepiej, niż dobrze.
tu miałby się nie skończyć w ogóle, dobrze?

byłem już gotów skończyć pierdolić o gotowości,
ale tak było prościej, więc znowu przeglądam Dalego,
żeby odpocząć od surrealizmu.
wszyscy się tu świetnie bawimy, jak Kot z Cheshire
i nikogo nie winimy za te wrzuty od Kapelusznika.

może mogło tu być bajkowo jak Felix, Net i Nika,
ale kiedy rozmawiamy to nie znikaj jak Kubuś od Krzysia.
też lubię miód, lasy i gadanie o misiach,
i kiedy zapada cisza, zanim ktoś zacznie czytać.

zresztą o ciszy mógłbym więcej i dłużej, ale
też lubię lubić Ciebie i lubię, że dobrze mi idzie w naturze.
w naturze nurzam te sensy, zanim Cię znużę,
chociaż chciałbym dłużej w naturze,
jak w Walentynki te krzewy i róże.

w naturze las jest cichy dłużej,
i lubię twoją ciszę i te słowa w chmurze.
i lubię, że się w lesie i w tych słowach dłużę.
całuję lasu tęczę i szpitala burzę.

Maciej Midor

Grafika: Rose Meditative, 1958 by Salvador Dali

Podziel się wiedzą:
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram

Wspierasz energię, którą tworzymy? Wesprzyj nas w materii!

Przekaż darowiznę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *