Matrix Platona

Spróbuj sobie wyobrazić, że śpisz. Śnisz koszmar, w którym jesteś marionetką w dłoniach polityków, księży, szefa, rodziny… Media pokazują Ci różne kształty i kolory, aby kreować twój światopogląd, twoją wiedzę, twoje potrzeby…

Mieszkasz w zimnych, betonowych ścianach. Otoczony przedmiotami, które wprawdzie działają, ale nie wiesz zupełnie, dlaczego to robią. Czasem nie masz nawet pojęcia, po co je masz… Codziennie wypełniasz obowiązki, które nie są ci przydatne, a o których ktoś powiedział, że konieczne i pilne jest ich wykonanie dla dobra firmy. Twoim dniem rządzi czas, a jego wciąż brak. Biegniesz więc z domu do szkoły, ze szkoły do pracy, z pracy do urzędu, z urzędu do sklepu, ze sklepu do domu. Trwasz niczym szprycha w kole, w maszynie systemu. Aby ukryć ostatnie oznaki jakiejkolwiek egzystencjalnej pustki, rzucasz się w wir przeglądania obrazków w internecie, czy czytania bzdur na temat domowych sposobów na raka. I nic w tym złego – pomyślisz. I masz rację, bo złego nic, jednak również nic w tym dobrego. A teraz… wyobraź sobie, że to tylko sen.

Spójrzmy na to, co nam się przyśniło, filozoficznie! I porównajmy z filozofią Platona. W VII księdze „Rzeczypospolitej” Platona, Sokrates opowiada o jaskini, w której przebywają ludzie skuci łańcuchami. Ich ruchy są tak ograniczone, że mogą widzieć wyłącznie ścianę przed sobą. W pewnej odległości za ich plecami płonie ognisko. Pomiędzy ogniem a więźniami, jacyś ludzie noszą różne przedmioty o kształtach różnych rzeczy oraz istot żywych. Przedmioty te rzucają cienie na ścianę, wprost przed twarzami więźniów. W ten sposób, wizualny świat więźniów składa się wyłącznie z cieni, które poruszają się, zlewają i rozdzielają. Wyobraźmy sobie — powiada Sokrates — że któryś z więźniów został uwolniony z okowów, zmuszony do powstania, a następnie zaciągnięty do wyjścia z jaskini i tam po raz pierwszy mógł zobaczyć słoneczny świat. Zrazu jego oczy napełnią się światłem, tak, „że nie będzie nawet w stanie rozróżnić ani jednej z tych rzeczy, które nazywamy rzeczywistymi”. Stopniowo, gdy jego oczy będą się przystosowywać, zacznie rozróżniać najpierw cienie, potem odbicia w wodzie mężczyzn i kobiet, potem rzeczy w świetle słońca, aż wreszcie spojrzy w samo słońce. Zrozumie wówczas, że jego poprzedni świat był jedynie rzutem prawdziwej rzeczywistości na ścianę jaskini. Podobnie — mówi dalej Sokrates — dusza musi wspiąć się przez kontemplację od świata zmysłów do świata umysłu. Tam może zobaczyć, jakby z daleka ideę dobra, która jest przyczyną wszystkich rzeczy, łącznie ze sprawiedliwością i pięknem. Rozumiejąc dobro, dusza rozpozna „autora światła”, czyli wszystkiego, co da się zrozumieć – „autentyczne źródło prawdy i rozumu”.

W metaforze jaskini zawiera się platońska teoria wiedzy. U jej podstaw leży rozróżnienie na świat uczasowiony i świat bezczasowy z szarym, niepewnym obszarem między tymi dwoma światami. Platon dzieli bowiem rzeczywistość na dwie sfery: idealną i materialną. Świat idei jest niezmienny, wiecznotrwały i dobry, natomiast świat materialny jest niedoskonały, ograniczony, zmienny, niekompletny. Sam czas, utożsamiony jest przez Platona z tym, co jest przemijające, zmienne, i jest tylko ubogim obrazem, odbiciem bezczasowości, stałości, wiecznych form na nasz świat zjawiskowy. Rzeczy postrzegane zmysłami przypominają duszy nie tylko to, co wie już ona ze swojego uprzedniego istnienia, ale także i to, czego nie mogła znać uprzednio, a mianowicie wieczne prawdy. Człowiek może sobie je przypomnieć poprzez kontemplację samego siebie, poprzez czujność i wrażliwość na własne wnętrze.

Jest tu według mnie również drugie dno. Spójrzmy na owych więźniów. Myślicie, że wyciągnięci na siłę z jaskini na pełne słońce nie byli źli na swoich „wybawców”? Że nie piekły ich oczy? Że nie chcieli wrócić do znanych im cieni? Chcieli! Pragnęli! Może i niektórzy wrócili. I każdy z nich, widząc choć promień blasku tamtego słońca, nigdy o nim nie zapomniał. Nie mając już kajdan, we własnym tempie oswajał się z promieniami słonecznymi. Chciałam więc przypomnieć, aby każdy szukał światła w sobie, przez czujność i wrażliwość na własne wnętrze. Jednak kiedy bez zastanowienia szarpiemy się z otoczeniem w imię wyjawianych mu prawd, miejmy świadomość, że poza ich złością, możemy popsuć im oczy. Zwróćcie uwagę również, że w dzisiejszych czasach po wyjściu na zewnątrz widzimy labirynt. Niektórym lepiej trwać w jaskini, nic w tym złego, ale również nic w tym dobrego!

 

Sylwia Wojdecka

https://www.deviantart.com

Podziel się wiedzą:
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram

Wspierasz energię, którą tworzymy? Wesprzyj nas w materii!

Przekaż darowiznę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *