Oblicza duchowości, a pułapki na drodze dochodzenia do niej – cz. II

Biorąc pod uwagę informacje zawarte w pierwszej części tego opracowania,  śmiało możemy pokusić się o stwierdzenie, że – z wyższej perspektywy – nie ma czegoś takiego, jak pułapki duchowości. Są tylko – albo aż – doświadczenia. Oczywiście możemy rozpatrywać je w kontekście błędów i pomyłek. Jednak te są najcenniejszymi naukami, a bez nich nie ma rozwoju. Wszystkie są niezmiernie ważne. Rozwijają nas i przenoszą na kolejny poziom.

Jednak możemy podjąć temat z niższej perspektywy. Kto powiedział, że nie możemy tego zrobić. A mianowicie z perspektywy terminów, definicji, uwarunkowań, uproszczeń myślowych i wzorców, w które zostaliśmy wtłoczeni. Możemy pokusić się o wyliczenie pułapek, których nie ma.

Pierwsza i zasadnicza pułapka, to przekonanie o jej istnieniu

Skoro doświadczając życia, nabieramy nowych rysów, rozwijamy się i poznajemy zarówno siebie, jak i otoczenie, które skanujemy z perspektywy różnych poziomów, wariantów i uwarunkowań – to czy to, co zwiemy pułapką, w istocie nią jest? Każde zdarzenie, okoliczność, sytuacja, czy położenie posiada w sobie ukryty potencjał rozwoju na drodze naszego doświadczania się. Wszelkie zajścia, wydarzenia, epizody, incydenty i doznania – jakbyśmy ich nie postrzegali – są bezcenne i wyjątkowe. Budują nasze doświadczenie poprzez różne perspektywy zróżnicowanych zdarzeń. Stanowią nasze cegiełki na drodze do mistrzostwa zarządzania własną energią – największego kapitału, jaki kiedykolwiek zdarzyło nam się mieć.

Życie jest cudem, jest takie piękne, a Ja emanując miłością, mogę doświadczać tylko jej odpowiednika

Nawet jeżeli tak jest, to tylko w drodze naturalnego procesu dochodzenia do tego, a nie poprzez mechanizm wtłaczania się w przewodnictwo czyjejś ideologii. Jeżeli posiadamy w sobie nieprzepracowane tematy, postrzegamy życie poprzez wewnętrzne rany, traumy i mentalne okaleczenia,  to świergotliwy stosunek do świata nie będzie prawdziwym odzwierciedleniem naszej rzeczywistej natury, a jedynie  marną namiastką wpasowania się w cudzy schemat.

Cała wiedza, informacje, jak również doświadczenia innych ludzi mają pomóc nam zweryfikować etap i płaszczyznę naszego rozwoju, a nie dostrajać nas do – choćby najpiękniejszych – paradygmatów. Perspektywa innych ludzi pozwala nam określić miejsce, w którym się znajdujemy. Naginanie się do norm znacząco odbiegających od tego, kim na ten czas jesteśmy, powoduje wewnętrzny rozłam i nie jest naturalną konsekwencją etapu naszego rozwoju. Wszelkie praktyki niepoparte wewnętrzną wiarą i przekonaniem skazane są na auto-sabotaż. Wszystko musi płynąć z samego środka naszych trzewi. Komunikujemy się ze światem poprzez prawdę naszego wnętrza, poprzez naszą duchowość. Chcąc doświadczyć określonej prawdy, sami musimy się nią stać, a nie udawać, pozorować, czy markować ją.

Istnieje ściśle określony sposób dochodzenia do duchowości

To, że ktoś doszedł do obecnego poziomu swojego rozwoju poprzez określone praktyki, nie oznacza wcale, że powielanie tej drogi jest właściwe również dla nas. To, co dobre i skuteczne dla jednych, dla innych wcale takie być nie musi. Wszyscy posiadamy własne programy, doświadczenia i uwarunkowania. Wszyscy też znajdujemy się na różnych etapach własnego rozwoju, a tym samym potrzebujemy różnych narzędzi i środków do własnej ekspansji. Poza tym już samo poleganie na różnego rodzaju metodach, procedurach, technikach, czy też regułach – sprowadza nas ze ścieżki duchowej. Bazuje bowiem na poszukiwaniu odpowiedzi na zewnątrz, zamiast w sobie. Przekierowuje naszą uwagę na świat poza naszym wnętrzem. Pozbawia nas też odpowiedzialności i samodecydowania. Oddając władze w cudze ręce, powierzamy innym przywilej zarządzania własną energią.  Rozpoznając mistrza na zewnątrz, degradujemy siebie. Co więcej, rozwijając się w oparciu o obce wzorce i paradygmaty, oddajemy się w objęcia matrixa, chociaż założeniem duchowości – jest uwolnienie się od niego.

Potrzeba nawracania świata

Choć może się to wydawać dziwne, a wręcz niedorzeczne – będąc tym, kim jesteśmy,  odgrywamy nieocenioną rolę dla całości istnienia. Nie jesteśmy tu po to, aby mówić innym, jak mają żyć. Nie jesteśmy tu po to, aby uszczęśliwiać ich według własnego wzorca, Nie mamy takiej władzy. Jesteśmy tu po to, aby się doświadczać na swój własny sposób i nie odmawiać tego prawa innym. Jesteśmy tu po to, aby poprzez swój wkład zapewnić różnorodność i tworzyć kontrast. Jesteśmy też po to, aby inni – niczym w lustrze – mogli rozpoznać w nas własne uwarunkowania, podobnie zresztą, jak my możemy zobaczyć własne w nich.

Potrzeba naginania innych do własnej ideologii

Właściwie należałoby rozważyć taką potrzebę, nie tyle w kategorii pułapki, ile naturalnego procesu na określonym etapie własnego rozwoju. Rozpoznając genialność i prostotę uniwersalnych praw wszechświata, większość z nas odczuwa naturalną potrzebę entuzjastycznego podzielenia się tym z innymi. Po czym skonsternowani odkrywany, że inni zazwyczaj pozostają głusi na nasze rewelacje. Początkowo następuje frustracja, po czym przychodzi nauka i rozpoznanie, które to stanowią nieocenione lekcje na drodze naszego duchowego rozwoju. Inni najzwyczajniej wybrali eksplorację innego etapu własnej drogi i przepracowanie innych doświadczeń. I tak jest właściwie. Każdy z nas przejawia się na swój własny sposób, co urozmaica i różnicuję świat, w którym żyjemy – pisaliśmy już o tym.

Postrzeganie innych z perspektywy wyższego stopnia wtajemniczenia duchowego

Właściwie częściowo już omówiliśmy ten temat. Postrzeganie siebie z perspektywy wyższości nad innymi świadczy bardziej o pobłądzeniu na duchowej ścieżce rozwoju niż o podążaniu nią. Wszyscy odgrywamy dla siebie określone role. W związku z tym, wszyscy jesteśmy doskonali, będąc tym, kim jesteśmy i robiąc to, co robimy.

Poprzestanie na teorii

Niektórzy z nas zachwycają się całą – szeroko pojętą – ideologią tematu duchowości. Pochłaniamy książki o tej tematyce i zaliczamy wszelkiego rodzaju kursy, o których udało nam się dowiedzieć. Jesteśmy rozanieleni i rozentuzjazmowani. Jednak nie robiąc nic z pozyskaną wiedzą, z czasem popadamy w zwątpienie i frustrację. Oto znajdujemy się w tym samym punkcie, a spodziewane rezultaty szczęścia i prosperity nie nadchodzą. Jednak, czy coś, na co nie byliśmy gotowi, bądź było niezgodne z określonym etapem naszego rozwoju – możemy postrzegać jako błąd, czy też pułapkę? Czy nauka może być błędem?

Relacja uczeń – mistrz

Nie wiedzieć dlaczego, większość z nas uznała, że na drodze naszego rozwoju potrzebujemy określonego przewodnictwa. Wszelkiego rodzaju guru i mistrzowie mają niejako przeprowadzić nas przez proces poznawania siebie, tak na płaszczyźnie fizycznej, mentalnej, jak i duchowej.       I znowu powracamy do naszej skłonności poszukiwania odpowiedzi na zewnątrz, jak również powierzania naszego życia w cudze ręce. Poznawanie siebie poprzez identyfikację z autorytetem zewnętrznym – przyznacie sami – nie stanowi najlepszego sposobu na dokonanie tego.

Oczywiście doświadczenia innych ludzi mogą okazać się bardzo pomocne. Znacząco też poszerzyć mogą naszą perspektywę. Jednak nie powinniśmy pozwolić, aby  wyznaczały nam drogę i wtłaczały w cudze schematy. Relacja uczeń – mistrz może okazać się bardzo niebezpieczna, i to dla obu stron. Zapatrzenie w mistrza, jak również bezkrytyczne poleganie na jego naukach może zawęzić naszą percepcję do wytyczonych granic. Natomiast samego mistrza napełnić może tak silną pychą i zadowoleniem, że – szukając naszego uznania – będzie karmił swoje ego, co grozi cofnięciem na duchowej ścieżce jego rozwoju.

Cóż, na drodze duchowości moglibyśmy dopatrzyć się jeszcze wielu ewentualnych pułapek. Myślę jednak, że te wymienione wyżej – z grubsza – wyczerpują temat, a przynajmniej – mam taką nadzieję – wystarczająco go przybliżają.

Ewa Kurzelewska

Grafika: www.pixabay.com

Podziel się wiedzą:
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram

Wspierasz energię, którą tworzymy? Wesprzyj nas w materii!

Przekaż darowiznę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *