morning-2243465_960_720

Oblicza duchowości, a pułapki na drodze dochodzenia do niej – cz. I

Ostatnio coraz częściej mówi się o tak zwanej duchowości. Coraz więcej ludzi podłącza się pod ideologię z nią związaną. Niektórzy zgłębiają temat z czystej ciekawości. Inni – rozczarowani życiem – szukają w niej pocieszenia i odmiany. Jeszcze inni poprzez duchowość zatracają się w zapomnieniu i ucieczce od życia. Wszystkie te postawy nie są ani dobre, ani złe, nie wyczerpują też wachlarza możliwości. Zakładają jednak, że stanowi ona określony sposób życia, nurt, naukę, dziedzinę, czy też wytyczoną ideologię. Tymczasem z wyższej perspektywy, nie ma czegoś takiego jak duchowość, gdyż u podstaw wszystko nią jest.

Zanim przejdziemy do tytułowego zagadnienia, przybliżmy nieco samą naturę duchowości. Ha, ha, wiem co chcecie powiedzieć – jak można przybliżyć coś, czego nie ma. I tu mnie macie! Otóż, nie przy użyciu wyszukanych terminów i definicji, a poprzez swobodne rozważania. Temat bowiem nie mieści się w żadnych ramach. Nieco nietypowo i zajmie to trochę czasu – a więc do rzeczy.

Wszyscy podlegamy określonym wzorom, paradygmatom, zwyczajom, normom, trendom, obyczajom, czy też po prostu – określonej  modzie. W naszym zachowaniu i poglądach przykładamy się do określonej skali i porównujemy z nią. Jednak jest to tylko ziemskie pozycjonowanie i naturalne uwarunkowanie identyfikowania się poprzez określone wzorce,  ideologie i doświadczenia.

Można robić różne rzeczy, w różny sposób, w różnym tempie. Można wyznawać różne poglądy, zróżnicowane teorię i przekonania. Jednak wszystko, ale to wszystko – możemy robić wyłącznie w oparciu o duchową naturę istnienia. Mówi się, że myśli kreują rzeczywistość. Dla każdego inną, jednak według tego samego prawa. Każdy bowiem doświadcza w zgodzie z własnym sposobem postrzegania i w oparciu o własne wzorce. Wspomniane wyżej prawo jest duchowe. Tak, przybiera fizyczne formy, ale u podstaw wszystko jest duchowe.

Nieważne, że ktoś uważa się za pragmatyka, realistę i człowieka twardo stąpającego po ziemi. Nieważne, że duchowość traktuje jak wymysł i fanaberię. I tak działa w oparciu o duchową naturę rzeczy. Jego postawa oparta jest przecież na jego sposobie postrzegania świata, jak również na wierze i przekonaniu. Wiara natomiast stanowi podłoże duchowości. Wiara stanowi prawdę  naszego istnienia. W cokolwiek wierzymy, staje się dla nas prawdą. Dlatego, wspomniany wcześniej pragmatyk – żyje w zgodzie z sobą. W zgodzie na ten czas, gdyż wszyscy się zmieniamy i  ewoluujemy. Każdy robi, urzeczywistnia, myśli i czuje w zgodzie z własną wiarą i przekonaniem, a te są podstawą duchowości.

„Nie o to chodzi, by złapać króliczka, ale by gonić go (…)”

Ten fragment popularnej – skądinąd – piosenki Skaldów, zatytułowanej „Króliczek”, bardzo trafnie odzwierciedla istotę naszego procesu doświadczania się. Upraszczając życie, często dzielimy je na kawałki, segmentujemy, nazywamy, terminujemy i etykietujemy. Na wielu poziomach jest to pomocne, jednak w szerszej perspektywie gubi naturę rzeczy. Co wcale nie jest takie złe. Życie bowiem przypomina trochę porozrzucane puzzle.  Praktyka układania ich składa się na doświadczenie. Jednak można to robić w różny sposób, w różnym tempie i kolejności. Kiedy wysiłek zostanie zwieńczony sukcesem, burzymy pozyskany obraz i ponawiamy wysiłek. Tym razem – wzbogaceni doświadczeniem – robimy to sprawniej, szybciej i z pominięciem wielu błędów. Jednak, czy powtórzylibyśmy działanie, gdybyśmy potrafili zrobić to z zamkniętymi oczami, bez wysiłku i najmniejszego nawet trudu?

Realizację wszystkiego, co opanowaliśmy już do perfekcji – jako program – przejmuje nasza podświadomość. Umysł świadomy zajmuje się wprowadzaniem twórczych zmian i poznawaniem nowych umiejętności. Zawsze jest w drodze. Umysł świadomy reprezentuje pogoń za króliczkiem, natomiast podświadomość przechowuje te z nich, które zostały już złapane. Dusza w całym swym dążeniu do pokonywania nowych wyzwań inspiruje nas, abyśmy – co rusz – uganiali się za kolejnym króliczkiem.

„Nie ma drogi do szczęścia, to szczęście jest drogą”

Większość z nas narzeka na życie, że takie trudne, niesprawiedliwe i ciężkie. Jednak gdyby było idealne, doskonałe, a my wszyscy równie piękni, wspaniali, bogaci i szczęśliwi – to czy miałoby smak, barwę, kontrast? Czy wzbogacałoby nas i rozwijało, motywowało i hartowało? Czy w ogóle miałoby sens i znaczenie. Czy bylibyśmy szczęśliwi, i czy w ogóle istniałoby coś takiego jak szczęście, gdyby wszystko nim było? Będąc różnymi, borykając się z trudnościami i wyzwaniami, doświadczając zarówno wzlotów, jak i upadków, nie tylko się doświadczamy, ale stwarzamy niezbędny kontrast – co pozwala nam odgrywać w życiu różne rolę. Wszyscy w dowolnym czasie i etapie naszej egzystencji jesteśmy doskonali, gdyż wszyscy jesteśmy w drodze. Wszyscy wchodzimy na scenę życia i odgrywamy określone epizody. Doświadczamy tego, czego na ten czas potrzebujemy – nawet jeżeli uważamy inaczej.

Koniec końców – niezależnie od tego, w jaki sposób postrzegamy i eksplorujemy życie, jak również bez względu na etap rozwoju na drodze naszego doświadczania się – wszyscy jesteśmy na wskroś duchowi. Po prostu taka jest nasza natura.

Ewa Kurzelewska

Grafika: www.pixabay.com

Podziel się tą informacją z innymi...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInPin on PinterestEmail this to someone