Róża jest różą…

Wyszłam dziś rano do ogrodu, gdzie przywitały mnie ostatnie pąki róż. Bardzo lubię te róże, pełne, ciemnoczerwone, wysokie, ale nie ma sensu czekać dłużej na kwitnienie, lada dzień przyjdą przymrozki, ścięłam pąki, by choć w wazonie rozwinęły się i ukazały całe swoje piękno. Przyjrzałam się mokrym pąkom w kolorze burgunda i nagle mnie olśniło – jak to możliwe, że do tej pory nie napisałam Wam ani słowa o róży?! Ani o cudownie pachnących kwiatach, ani o owocach, liściach – no, po prostu nic!

Trzeba nadrobić to niedopatrzenie, ale łatwo nie będzie. Dlaczego? Ano, o różach powiedziano już tyle i na tak wiele sposobów, że można się naprawdę zastanawiać czy warto jeszcze raz od nowa. Chyba że się bardzo kocha róże, a jeśli chodzi o mnie, nie skłamię, jeśli powiem, że to jeden z moich ulubionych kwiatów. Zresztą – jestem w dobrym towarzystwie – ten pochodzący z terenów środkowej Azji kwiat był podziwiany za swą urodę i zapach już w najbardziej dzikich, niewyszukanych wersjach w ciągu całej znanej nam historii, wszędzie, gdzie się pojawia, czyli praktycznie na całej północnej półkuli z wyjątkiem terenów arktycznych i tropikalnych. Te, które najczęściej spotykamy w ornamentach średniowiecznych, jako narodowe i religijne symbole, to w większości dzikie róże kilku podstawowych odmian. Skomplikowane zabiegi hodowlane ogrodników z całego świata stworzyły pełny kwiat, który znamy współcześnie w setkach barwnych odmian z ogrodów, parków i kwiaciarni.

Dzisiaj jednak kwiatom damy spokój, bo zaraz zagłębimy się w meandry ich symboliki, natomiast zwrócimy uwagę na owoce, jako że owoce dzikiej róży są akurat teraz najlepsze do zbioru. Dojrzałe owoce dzikiej róży to najbardziej wartościowy surowiec, jaki z róż możemy pozyskać. To znaczy – najbardziej wartościowy pod względem zdrowotnym, bo jeśli chodzi o wartość wyrażoną w pieniądzu, to oczywiście olejek różany przebija wszystko. Nic w tym dziwnego. Do wydestylowania 1 litra olejku różanego potrzeba od 3 do 4 ton płatków róży damasceńskiej. I jest to najbardziej wydajny pod tym względem gatunek róży. Natomiast do pozyskania 1 litra pysznego i zdrowego syropu różanego wystarczy pół kilograma owoców, które w dodatku możemy mieć za darmo, w najgorszym razie za cenę kilku podrapanych różanymi kolcami palców. Z czego wynika, że koniecznie trzeba go przyrządzić.

Najcenniejszym skarbem, jaki ma do zaoferowania dzika róża, jest witamina C, w ilościach przyprawiających o zawrót głowy (1250 mg w 100 g). Nawet jeśli trochę jej stracimy w czasie obróbki termicznej, sporo jej jeszcze zostanie. Druga bezcenna rzecz to bioflawonoidy, w tym sporo antyoksydantów. Podnoszą odporność organizmu, zabezpieczają przed infekcjami, a także opóźniają starzenie komórek. Działają moczopędnie, przeciwzapalnie, przeciwwysiękowo i odtruwająco, uszczelniająco dla naczyń krwionośnych, a także odżywczo i lekko uspokajająco. Tym samym dzika róża to jedno z niewielu ziół, które można spokojnie polecić kobietom w ciąży, matkom karmiącym i małym dzieciom i których przedawkowanie jest po prostu niemożliwe. W dodatku owoce róży są po prostu pyszne.

Naprawdę warto mieć w domu zarówno suszone owoce do herbatek zimowych, jak i przetwory ze świeżych. Suszenie owoców dzikiej róży to delikatna sprawa – nie można ich wrzucić do suszarki, bo witamina C, wrażliwa na temperaturę, będzie się ulatniać błyskawicznie. Trzeba owoce suszyć w temperaturze pokojowej, w suchym, przewiewnym miejscu, a jeśli upieramy się przy suszarce – maksymalna temperatura suszenia nie powinna przekraczać 35 stopni. Dobrze wysuszone owoce róży przed zaparzeniem herbatki rozdrabniamy. Inny sposób przechowania owoców to zdrowy, pyszny syrop do herbaty. Wystarczy umyte owoce zalać wodą w stosunku 1:2 (czyli 2 litry wody na każdy kilogram owoców), szybko zagotować, by owoce zmiękły, odstawić do wystudzenia, odcisnąć silnie przez ściereczkę, dosłodzić (od 20 do 50 dag cukru na litr) i na każdy litr soku dodać sok z cytryny albo płaską łyżeczkę kwasku cytrynowego w celu ustabilizowania przetworu. Następnie należy go ponownie szybko zagotować i wlać do wyparzonych butelek lub słoików.

Można też robić dżem z owoców dzikiej róży, jest pyszny i zdrowy, ale trzeba w tym celu pozbyć się włosków okrywających nasionka, co jest pracą iście katorżniczą. Włoski drażnią niestety przewód pokarmowy i potrafią dostarczyć niemiłych sensacji. Ale ze względu na smak i zapach – na pewno warto się skusić, choć na kilka malutkich słoiczków. Jeszcze innym sposobem zakonserwowania owoców jest wykonanie nalewki alkoholowej. W tym celu warto zebrać owoce już przemarznięte na krzakach – będą zawierały może ciut mniej witaminy C, ale będą bogatsze w cukry, co w nalewce akurat jest pożądane. Taka naleweczka oprócz zalet smakowych wzmacnia serce, a róża połączona z owocami głogu – to idealna kombinacja przy nadciśnieniu.

Zachęciłam Was troszkę? Sięgnijcie zatem po koszyczki i stare, babcine przepisy, od których pęka w szwach internet. Miłego spaceru. I – smacznego.

 

Ewa Mirowska

Grafika: https://pixabay.com

Podziel się wiedzą:
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram

Wspierasz energię, którą tworzymy? Wesprzyj nas w materii!

Przekaż darowiznę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *