To Ty jesteś życiem

 

Witam, nazywam się Kasia, długo zastanawiałam się nad tym, jakie jest moje „prawdziwe” przeżycie mistyczne, czy w ogóle takie miałam? Wszystko, co się dzieje w życiu, zasadniczo tym jest, jedynym problemem jest tylko to zauważyć, więc co ja zauważyłam w swoim życiu? Co doceniłam i wspominam jako ważne. To właśnie mój kontakt ze zwierzętami, niestety nie tak spektakularny, jak porozumiewanie się uniwersalnym językiem, który istnieje, tego nadal zazdroszczę Annie Breytenbach, która właśnie dzieli się tym z całym światem. To moje marzenie, ale mam w sobie potrzebę komunikowania się ze zwierzętami na swój sposób, spontanicznie, bez umysłu. Być może tak wiele razy używam tego daru, że nawet go nie rejestruję logiką, być może dlatego, że skupiam się na analizie, która została wyuczona w toku tradycyjnego leczenia i diagnozowania zwierząt. Zajmuję się diagnozowaniem, ale chcę opisać przeżycie sprzed moich studiów weterynaryjnych, które miało związek z końmi.

Od wczesnych lat jeździłam konno, dostałam pod opiekę pewną klacz o imieniu Irma. Ta klacz była zamknięta w sobie, jak tylko jeździec próbował się z nią porozumieć (niestety w fazie nauki za pomocą brutalnych metod), chowała głowę miedzy nogi i próbowała go zrzucić. Przestałam więc używać wodzy, musiałam odpuścić sobie kontakt z wędzidłem, aby umożliwić jej ruch. To była jazda w terenie, byłam sama, miałam może kilkanaście lat. Byłam tak mała i lekka, że nie mogłam wykorzystać masy ciała, siły łydek jak inni jeźdźcy do kierowania koniem. Moja praca polegała na zachęcaniu Irmy do ruchu, aż w końcu się otworzyła… Gnała galopem wzdłuż drogi, jakby rozwinęła skrzydła, ja na jej grzbiecie tylko trzymałam się, żeby wykonać zadanie – umożliwić jej ruch. Nie zastanowiłam się jednak nad tym, jak ją zatrzymam? Wiele razy byłam „ponoszona” przez konie, nic z tym nie mogłam zrobić, ze względu na wielkość „piórkową” i brak siły. Wtedy skomunikowałam się z nią, nie robiąc nic ciałem, przekazałam jej sytuację dzikiego pędu, w jakim się znalazłyśmy, wiedziałam, że szarpiąc się, tylko pogorszę sprawę i nie będę miała szans na zwolnienie, nie było możliwości wzięcia konia na tzw. woltę, gdzie w prosty sposób można zwolnić tempo… To była prosta bez możliwości skrętu. Wtedy poprosiłam ją o zatrzymanie na znak moich wątłych łydek, kiedy powiem nimi stop i zablokuję rękę, nigdy tego nie robiłam na tym, ani na innym koniu, tym bardziej w tak energicznym galopie. Zwykle wymaga to wcześniejszej pracy, przygotowania i nauczenia konia reakcji w sytuacji spokojniejszej ze stopniowym przechodzeniem do szybszych chodów. Nagle na ten nieśmiały znak zwolnienia tępa, Irma przeszła do… stępa. Tak po prostu, bez wysiłku, bez napięcia, na delikatny sygnał jak zaczarowana nie przeszła ani do wolniejszego biegu, ani nawet do kłusa, zaczęła iść stępem, jakby przełączył się włącznik z ON na OFF. Byłam tak zdumiona i szczęśliwa, że nie mogłam w to uwierzyć.

Każdy jeździec może powiedzieć, że to nic nadzwyczajnego, że odpowiednie wsiadanie w siodło potrafi w formie tzw. „półparady” wywołać taki efekt. Być może tego dnia właśnie to zadziałało, ale ja dodam do tych wszystkich instruktażowych książek, że jest to wywołanie połączenia ze zwierzęciem na poziomie duszy. Można tak jeździć przez całe życie, byłoby to wielkim szczęściem dla koni i jestem pewna, że terminy takie jak „przepuszczalność”, naturalna komunikacja z koniem czy innym zwierzęciem jest właśnie tym przeżyciem magicznym. Można trenować, „tresować” psy, kruki, nawet chomiki uzyskując porozumienie właśnie na tym poziomie mentalnym. Wielu robi to spontanicznie, mówimy wtedy, że mają doświadczenie, umiejętności, ale wiemy podświadomie także i my, że łączą się na swój sposób z duszą zwierzęcia i podejmują dodatkową komunikację poza gestem, słowem, mową ciała, głosu, który jest tylko manifestacją tego połączenia.

Dziś jestem pewna, że takie komunikaty od zwierząt odbiera każdy jego miłośnik, szczególnie od tych, z którym czuje się bardziej związany, to oznacza otwartość na wymianę, w której jest znacznie głębszy sens, niż nam się może wydawać. Na co dzień mam do czynienia ze zwierzętami, które nie czują się zbyt dobrze, przychodzą po diagnozę, po leczenie, przychodzą PO MOC, a ich opiekunowie szukają tej POMOCY u nas lekarzy, techników, asystentów, behawiorystów i wielu specjalistów z dziedziny medycyny weterynaryjnej. Jaki mamy cel? Pomóc im zrozumieć tę komunikację. Muszę powiedzieć mimochodem w rozmowie, aby właściciel zadbał o siebie, czasem „wyda” się, że cierpi na podobne zaburzenie, albo ktoś z bliskich choruję wręcz na to samo… Znajduję cystę w obrazie USG, a potem ktoś uświadamia sobie, że też ją ma. Odbieram z aparatu obrazy, czytam zdjęcia, ale podświadomie pracuję ze zwierzęciem, aby uwidocznić ten komunikat, który jest teraz najważniejszy, nad którym trzeba popracować wspólnie. Mam wrażenie, że zwierzę po prostu bierze to także w „swoje łapki”, jak my sprawy w swoje ręce. Sygnalizuje, że nie tylko idę z Tobą przez życie, aby Cię wesprzeć, kochać i cieszyć, ale znam także Twoje dolegliwości, czuję je i mam zamiar z nimi również coś zrobić. Wtedy idziemy do lekarza… Naszym zawodem powinno być uświadamianie opiekunom tej niesamowitej troski zwierząt o nich. Być może nie miałyby wielu ze swoich chorób? Nie wiem, nie ma to dla mnie takiego znaczenia, ponieważ widzę, że przychodzą z całą sytuacją, że przez nie człowiek również się otwiera, czasem powie coś, śmiejąc się przy tym, że to dziwny zbieg okoliczności, ale ufam, że w jego wnętrzu zachodzi wtedy zmiana. Zamykam się z nimi na kilka chwil, opisuję im narządy ich zwierząt, a pod tym wszystkim, co widzialne i namacalne dusze zwierząt, istot z nimi przychodzących wykonują znacznie ważniejszą pracę. Wiem, moja też jest ważna, pozwala na dobranie leków, pomaga lekarzom prowadzącym potwierdzić obrany kierunek terapii, ale to nie jest jedyny poziom naszej pracy i choć tego do końca nie pojmujemy, energia płynie podczas naszych rozmów, konsultacji i każdej czynności wykonanej w przebiegu chorób.

Każdy lekarz powinien zrozumieć, jak ważna jest życzliwość wobec ludzi i zwierząt, choć czasem trudno zrozumieć i pomóc, z powodu różnych przeszkód, to należy ufać, że każdy rozgoryczony ktoś, nawet ten najbardziej agresywny, brutalny i okrutny ma obok siebie kogoś, kto z własnej woli chce i pragnie z nim to dzielić. Dlatego tak ważne jest nieocenianie sytuacji, w jakiej znalazł się ów zwierz i człowiek, który w naszym mniemaniu nawet znęca się nad nim. Nie możemy tego akceptować i powinniśmy działać według naszej wiedzy i doświadczenia, posługując się prawem, urzędem, „blachą”, jeśli trzeba, ale nie bądźmy energią, której nie akceptujemy, ponieważ natychmiast się z nią tym osądem związujemy. Bądźmy, tym kim zawsze chcieliśmy być, a to bycie, to manifestacja energii, którą wspierasz w tym życiu, czym więc chciałbyś być? Kim jesteś, kiedy oceniasz człowieka podpalającego psa? Czy kiedyś zastanawiałeś się, jaki to ma inny sens poza niezaprzeczalną krzywdą? Co czujesz, propagując filmiki znęcania się nad zwierzętami? Jaką energią wtedy jesteś? Litością, współczuciem czy agresją wobec oprawcy? Czy mam zatem zamknąć oczy i udawać, że tego nie ma? Nie, nie możesz niczego udawać, ale świadome bycie, to czynienie na dany moment, jeśli to się dzieje obok Ciebie po prostu działasz, a jeśli to wciska Ci „świat” metodą filmu to przesłanie, które nie niesie żadnej pomocy poza nabijaniem emocji, więc zastanów się, czy chcesz dawać mu swoją uwagę. Za uwagą podąża nasza energia.

Poruszam ten temat, bo czuję, że ma to ogromne znaczenie w pomaganiu zwierzętom, zwierzętom, które szczególnie teraz potrzebują naszej pomocy. Szczególnie teraz, kiedy ptaki, które mylą swe tory, gubią drogę z powodu naszych działań na ziemi. Powinniśmy czynić jak najwięcej konstruktywnej energii dla nich. Jeśli chcesz pomóc, przestań wypisywać o tym na portalach, tylko wyjdź z domu, rozejrzyj się i zacznij czynić. Być może kot, który miauczy między samochodami na parkingu obok twego bloku, jest tym, któremu możesz najbardziej pomóc, przecierając jego zapuchnięte oczy rumiankiem, biorąc go do lekarza. Być może możesz pomóc Fundacjom, lekarzom oferując swój czas na pielęgnację, dokarmianie czy nawet leczenie zwierząt. Być może możesz złapać kotkę, która wydaje zbyt wiele kociąt na świat i nie unosi tego ciężaru, skazując siebie i kocięta na cierpienie i choroby. Jeśli chcesz się podłączyć do pomocy, niech będzie ona zgodna z Twoim wnętrzem, wiesz doskonale jak to sprawdzić – jak się z tym czujesz? Ciężko? – czy to naprawdę Twoja prawda? Lekko? Czy to nie to, co powinieneś zrobić? Odpowiedzi nie szukaj na zewnątrz, do wszystkich masz dostęp jedynie poprzez uważność. Być może to jest czas na jej uruchomienie, być może robisz coś, co nie pozwala Ci swobodnie myśleć, być może nie wiesz już, co w ogóle masz ze sobą zrobić? Wtedy zajmij się porządkowaniem, wiesz doskonale, co Ci nie służy, co mąci, co rozprasza, najtrudniej jest podjąć decyzję czy to jest ten dzień, w którym nie chcesz już dawać temu mocy? Każdy ma ogromną moc, każdy zasila tak wiele potencjałów, że może czuć się wypruty z energii, wiecznie zmęczony, to jest czas na analizę, gdzie idzie moja moc? Dlaczego jej nie czuję, być może nawet nie wiem, co czuję? Co jest tak ważne, bolesne, że nie chcemy poczuć? Czujemy, że zwierzęta są tą drogą, ale nie zawsze idziemy nią świadomie, myślimy tylko, że jesteśmy wrażliwi i że w ten sposób pomożemy, udostępniając okrucieństwo, bo właśnie tak się czujemy, w tym właśnie tkwimy, dlatego to do nas trafia, przeżywamy to, jak własną tragedię duszy, bo być może tak właśnie ona się czuje?! Życie to manifestacja energii, którymi jesteśmy, nic innego. Jeśli pod takim „brutalnym” filmikiem nie ma nawet adresu, gdzie mógłbyś pomóc ująć sprawcę, jeśli to nie jest filmik np. poszukujący domu dla poszkodowanego zwierzęcia (dzwonisz, ale nikt nie chce oddać Ci tego psa/kota, albo pomoc robi się strasznie skomplikowana, dziwna…), to nie jest to żadne wołanie o pomoc, jest to ściągnięcie mocy z Ciebie dla zupełnie innych celów.

Komunikacja ze zwierzętami ma wielką moc, potrafi uzdrawiać, dlatego zwierzęta też decydują się na chorowanie, czasem nawet umieranie. Wiedzą jak wiele to może dać, jak wiele transformacji czynią w tym procesie. Jak wiele uczą nas byciem tu i teraz. Nie rozpamiętują krzywdy, ściągają lęki i emocje, są nimi, aby pokazać i choć trochę wpłynąć na jakąś zmianę. Jest to tak niesamowite, że nawet nie potrafię tego opisać, jak wiele można odczytać z tych relacji, jak bardzo chcą one zwrócić uwagę nie tylko na chorobę, ale także na jej przyczynę. Szkoda, że tak rzadko bierzemy to pod uwagę, boimy się zgrywać „wariatów”, mówiąc o tym połączeniu, a być może na tym „wariactwie” powinna skupić się medycyna właśnie.
Proszę więc przestać ulegać beznadziei, że medycyna idzie w złym kierunku, że sterydy i antybiotyki szkodzą, że istnieje tak duży opór przed medycyną holistyczną, bo szkoda na to energii. Wzmacniamy tylko to, na czym się skupiamy, więc skupmy się na prawdziwym dawaniu MOCY. Czy to za pomocą czaru, rytuału, czy to głaszcząc zestresowanego psa, gdy mówimy mu „nie bój się, bo nie ma czego”, słucha także każda istota, która jest z nim połączona, bez względu jak się to materializuje. Uzdrawiamy i transformujemy za pomocą absolutnie wszystkiego, bo wszystko jest energią, zastrzyk, dotyk, badanie, czasem wstrząśnięcie opiekunem, tzw. „ochrzan”. Biały fartuch, szkiełko i oko uzupełnia ducha w tej gęstości, wiec nie bójmy się działać i dać sobie pomóc za ich pomocą. Działanie minerału, zioła nie jest niczym ani lepszym, ani gorszym od dobrze dobranego leku, więc nauczmy się skupiać na pożądanym efekcie działania swoją uwagę. Wiemy, że możemy podłączyć się pod efekt zwany PLACEBO, ale tak samo możemy się podłączyć pod efekt NOCEBO, dlatego miejmy świadomość tego, że to my wybieramy, że to my nadajemy kierunek i kreujemy efekt, co myślę, że w Akademii Ducha jest podstawą świadomego działania.

Życzę sobie i wszystkim uczestnikom tego niesamowitego wydarzenia wielu inspiracji w rzeczywistości, która wprost krzyczy do nas o uwagę, usilnie ściąga nas z przeszłości i przyszłości, w których tak mozolnie tkwimy. Bądźmy tu i teraz i zacznijmy być tym, kim zawsze chcieliśmy być, zaczynając od własnego domu, traktowania siebie, swoich zwierząt, bliskich. Bądźmy taką czułością, wsparciem jakiego oczekujemy od świata, bo to MY musimy najpierw stać się zmianą, aby zaobserwować ją we wszechświecie. Wiem, jak to może być trudne, bo sama przeszłam tę drogę i chyba ona jest tym przeżyciem, bo żyję i przetransformowałam to wszystko, co mówiło mi, że jest inaczej. Wielu z nas nie chce tu być, nie pasuje do tego świata, a jest to kolejna iluzja podana przez „świat”, który sami tworzymy, czy jest prawdą? Jeśli nie sprawdzisz, nie przekonasz się, dlatego nie warto z niego rezygnować, choćby miało to zmienić wszystko? Czy jesteś na to gotowy? Aby stracić wszystko zyskując siebie? Czy teraz widzisz, dlaczego czasem trzeba zabrnąć właśnie tak daleko, dlaczego dopiero po x latach otwierają się oczy, dlaczego po tylu błędnych ścieżkach wpada się na tę najważniejszą? Dlaczego tak wiele dróg zdawało się tymi ostatecznymi i najprawdziwszymi, po czym trzeba było z nich zejść, otrzepać się i spaść znowu, aby pozbyć się tylu iluzji. A wszystko już poręczone, że przecież to ta droga, która miała nam zastąpić nasze życie. To Ty jesteś życiem!

Kasia S.

Podziel się wiedzą:
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram

Wspierasz energię, którą tworzymy? Wesprzyj nas w materii!

Przekaż darowiznę

Jedna myśl nt. „To Ty jesteś życiem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *